Przed chwilą wróciłam z podróży do Uzbekistanu, kraju bez dostępu do morza, i przywiozłam dwie niezwykłe latarniane historie. Jest jednak pewien haczyk: choć opowieści te powielają niemal wszystkie blogi podróżnicze, a nawet artykuły w uznanych mediach, okazują się one być nie do końca prawdziwe. Na początek rozprawmy się z historią latarni w mieście Mujnak.

„Białe złoto” to jedna z najbardziej wodochłonnych roślin. Plantacje bawełny pokrywają prawie 35mln hektarów ziemi. To 2,5% pól uprawnych całego globu. Przy produkcji bawełny pracuje na świecie około 300mln ludzi, w dużej mierze z krajów biednych. Bawełna jest bardzo podatna na harce szkodników. Niezabezpieczona, szybko pada łupem małego robaczka, zwanego kwieciakiem bawełnianym, lub kolorowej gąsienicy ćmy bawełnianej. Pola bawełny są więc nieustannie spryskiwane ogromną ilością środków owadobójczych oraz nawozów. 25% światowego zużycia pestycydów przypada właśnie na plantacje bawełny. Większość tych substancji jest silnie toksyczna również dla ludzi. Przy tradycyjnych metodach uprawy (bawełna niemodyfikowana genetycznie) aby zebrać kilogram bawełny, trzeba zużyć od 17 000 do 30 000 litrów wody. Ten kilogram wystarcza na wyprodukowanie mniej więcej trzech bluz lub dwóch par spodni. Biorąc to wszystko pod uwagę, dość kiepskim pomysłem wydaje się uprawa tego surowca na masową skalę na pustyni. Dość kiepskim, ale oczywiście nie w ZSRR.
— „Może (morze) wróci”, Bartek Sabela (2013, Bezdroża)
Po przeczytaniu „Może (morze) wróci” Bartka Sabeli stwierdziłam, że nie mam nic do dodania w kwestii Morza Aralskiego. Nasze podróże dzieli kilkanaście lat, ale refleksje o tragedii Morza Aralskiego niewiele się różnią. Niegdyś czwarte największe jezioro świata, zwane przez wielu morzem, człowiek zamienił w jałową, toksyczną pustynię. Mieszanka pestycydów, nawozów sztucznych i soli po wyschnięciu morza wraz z tumanami kurzu unoszą się daleko poza obszar dawnego dna morskiego, pustynię Aralkum. Obszar najbardziej dotknięty zanieczyszczeniem (oraz ryzykiem wynikających z tego chorób) obejmuje około 2 mln km² i sięga aż po zachodni Kazachstan oraz znaczną część Uzbekistanu i Turkmenistanu. Ale nie tylko. Napędzany zachodnimi wiatrami dalekosiężny transport drobnego, słonego pyłu przyspiesza topnienie śniegu i lodu w rejonie gór Tien-szan i naukowcy alarmują, że to przyspieszenie i tak zachodzącego z powodu zmian klimatycznych topnienia lodowców może doprowadzić do nowych katastrof w bardzo odległych od Aralu miejscach.

W czasach świetności Morze Arlaskie było prawdziwą perłą regionu. Aralski przemysł przetwórstwa rybnego produkował co szóstą konserwę zjadaną przez mieszkańców ZSRR, sanatoria i ośrodki wypoczynkowe przyciągały wielu urlopowiczów, a wody patrolowała marynarka sowiecka strzegąca tajemnic poligonu na Wyspie Odrodzenia. „Krym Azji Centralnej” — mówili niektórzy.
Katastrofa Morza Aralskiego rozpoczęła się w latach pięćdziesiątych XX wieku, gdy Związek Sowiecki rozpoczął budowę gigantycznych systemów irygacyjnych w Uzbekistanie i całej Azji Centralnej. Woda z dwóch głównych zasilających Morze rzek – Amu-darii i Syr-darii – została skierowana na pola bawełny. W latach sześćdziesiątych poziom Aralu obniżał się o 20 cm każdego roku. W latach osiemdziesiątych – już o 60 cm rocznie. Port w Mujnaku, który wcześniej był uzdrowiskiem i znaczącym ośrodkiem przetwórstwa rybnego, w 1980 r. znajdował się już kilka kilometrów od wody. Komercyjne rybołówstwo na Morzu Aralskim zakończyło się w 1982 roku. Kilka lat później z powodu wzrostu zasolenia spowodowanego wysychaniem akwenu z jeziora zniknęła niemal cała rodzima fauna rybna. Dziś Mujnak od tafli wody Aralu dzieli ponad 140 km. Szacuje się, że z obszaru około 68 tys. km² z morza zostało około 10% dawnej powierzchni. I na terenie Uzbekistanu ta powierzchnia wciąż się kurczy.

Odwiedzając Mujnak dzisiaj, turyści kierują się do dwóch miejsc: muzeum Morza Aralskiego oraz cmentarzysko statków z górującą nad nim latarnią. W muzeum na uwagę zasługują archiwalne kadry, które dziś wydają się być nie z tego świata – liczne barki, obfite połowy, produkcja konserw. Ale najbardziej symbolicznym miejscem, które ukazuje skalę katastrofy, jest wspomniane cmentarzysko statków – kutry i trawlery unieruchomione na suchym dnie, tonące w zasypującym je piasku. Wiele wraków zostało pociętych na złom, ale te, co zostały, ściągnięto do tego właśnie miejsca. Spoglądając w ostrym słońcu na rozpadające się wraki, latarnię morską i pustynię po horyzont czułam się jak w scenografii Mad Maxa. Niepokojąco piękna katastrofa ekologiczna.



Latarnia morska ma w tym miejscu tyle samo sensu co cała reszta scenerii portu pośrodku pustyni. Po poznaniu historii, w której zdarzyło się tyle niemożliwych rzeczy, wcale nie dziwi ani jej obecność, ani konstrukcja. Szukając pobieżnie w internecie informacji o latarni, natrafiam na relacje z blogów podróżniczych i kilka artykułów, które wspominają o tym miejscu jako „dawnej latarni”. Na miejscu pytam też naszego przewodnika o rok jej budowy, a ten przyznaje, że nie wie, ale „pewnie lata sześćdziesiąte”. Sam budynek też nie posiada żadnej tablicy z dodatkowymi informacjami. Nie dawało mi to spokoju, więc po powrocie przeczesuję internet i różne źródła w poszukiwaniu jakiejkolwiek historycznej wzmianki czy zdjęcia latarni w Mujnaku.
Beskutecznie. Nie ma jej i żadnej podobnej konstrukcji ani na starych zdjęciach ani we wcześniejszych niż rok 2017 opisach wizyt w tym miejscu. Nie wspomina o niej w swojej książce Bartek Sabela. Za to znajduję uzbecki odpowiednik gov.pl z publikacją rozporządzenia prezydenta Uzbekistanu ws. „dodatkowych środków na rzecz rozwoju gospodarczego i zatrudnienia ludności regionu mujnackiego Republiki Karakałpackiej w latach 2017–2018”. W tym dokumencie przeczytamy m.in. o planach rozwoju turystyki międzynarodowej w Mujnaku. Aby przyciągnąć turystów, zaplanowane zostały m.in. remont lokalnego muzeum i „budowa latarni morskiej Mujnak wraz z kawiarnią z widokiem na odsłonięte dno morskie, przy dźwiękach muzyki w tle, symbolizującej wysychanie Morza Aralskiego”.
Oba punkty zrealizowano szybko i sprawnie. Tajemnica wzniesienia „latarni morskiej Mujnak” rozwikłana.

Nie zmienia to nic w mojej satysfakcji (bo trudno mówić o radości w obliczu skali katastrofy) z bycia w tym miejscu. O zobaczeniu Morza Aralskiego, przejechania pustyni powstałej w jego miejsce marzyłam od dawna. Kiedy podróżowałam po Kazachstanie, chciałam dotrzeć do Aralska, kazachskiego portu nad dawnym Aralem, ale źle obliczyłam czas i siły. Teraz wizyta w Aralsku może być interesująca również z innego powodu – w Kazachstanie udało się skutecznie zatrzymać wysychanie „ich” części Morza, a w dalszych planach mają ponowne zarybienie akwenu. I tak jak w Uzbekistanie co roku tabliczka z poziomem morza jest przystawiana coraz dalej, tak w Aralsku jest szansa na zaobserwowanie odwrotnego zjawiska.
Tuż za Nukusem przejeżdżamy przez most na Amu-darii. Most jest ogromny, kolejne przęsła śmigają nam za oknami auta dłuższą chwilę. Tylko rzeki pod nim nie ma. To, co jest, można co najwyżej nazwać rzeczką, szerokości kilkunastu metrów. Dokoła suche, rozległe koryto. Gdzie się podziała woda?
— „Może (morze) wróci”, Bartek Sabela (2013, Bezdroża)
Ruszamy w mroczną podróż przez deltę Amu-darii w kierunku resztek wielkiego morza.

Ciekawe źródła do dalszej lektury:
Interaktywny reportaż BBC News >>
Radio Wolna Europa o toksycznych deszczach w Karakałpakstanie >>
„Może (morze) wróci” Bartka Sabeli >>
Niezależny serwis poświęcony historii i kulturze Karakałpakstanu >>


Poraża bezmyślność, głupota i wiara w nieomylność decyzji ówczesnych decydentów, ktora doprowadziła do takiej ogromnej katastrofy ekologicznej. Jak szybko można zniszczyć to co dała nam Natura.
To smutne, ale iskierka nadziei zawsze jest, więc wierzę że kiedyś Morze Aralskie znów będzie pełne wody, ryb i pływających statków:)